O transporcie
Gdzie dwóch się bije...
Dodano: 30-03-2011
Rosja walczy z Polską o międzynarodowy rynek przewozów drogowych - korzystają na tym przewoźnicy z innych krajów. Początki problemu to pokłosie rokrocznie przeciągających się negocjacji dotyczących zezwoleń, które umożliwiają polskim przewoźnikom transport towarów do Rosji. Rosjanie widzą w rynku przewozów międzynarodowych łakomy kąsek dla siebie. Polacy walczą o to by go nie stracić. Tradycją stało się, że negocjacje przeciągają przez cały pierwszy kwartał. Po oświadczeniu sekretarza stanu Tadeusza Jarmuziewicza wydawało się, że kryzys został zażegnany.
- Udało nam się wspólnie osiągnąć kompromis ze stroną rosyjską w sprawie zezwoleń, co pozwoliło nie tylko na uruchomienie przewozów na kierunku rosyjskim, lecz także na zawarcie trzyletniego porozumienia dającego stabilizację polskiemu transportowi drogowemu do 2013 r. - cieszył się Jarmuziewicz. Rosjanie zgodzili się honorować wszystkie zezwolenia wydawane Polsce przez ITF - Międzynarodową Organizację Transportu. Wcześniej Rosjanie chcieli uznać tylko jedną trzecią z nich.
Rosja – Walczy o rynek.
Zaledwie kilkanaście dni przyszło nam czekać na kolejny zwrot w tzw. "wojnie na zezwolenia" . Ministerstwo Infrastruktury opublikowało 22 lutego oświadczenie, w którym m.in. czytamy:
"[...]Przedstawiciele Federacji Rosyjskiej zgłosili nieoczekiwanie całkowicie nowe, bardzo trudne do spełnienia żądania, stanowiące warunek wprowadzenia w życie postanowień z dnia 2 lutego 2011 r., kiedy to strona rosyjska wycofała swoje zastrzeżenia co do ilości zezwoleń ważnych terytorium FR.[...]Z uwagi na zakres żądań, zostały one przesłane do konsultacji wszystkim państwom członkowskim ITF[...]. Kolejną próbę rozstrzygnięcia konfliktu zaplanowano na przedostatni tydzień marca.”
- To dla nas przykra niespodzianka, szczególnie, że ministerstwo wcześniej ogłosiło inny efekt rozmów. Tymczasem okazuje się, że w praktyce w dalszym ciągu „na Rosję” ważnych jest tylko 67 zezwoleń bazowych CEMT, pomimo, że nasze ministerstwo ogłosiło, że Rosjanie powinni honorować ponad 180 – mówi Anna Wrona, rzecznik Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
Z rozmów, które przeprowadziliśmy z kierowcami i przewoźnikami wiemy, że problem z wjazdem na teren Federacji Rosyjskiej wciąż mają niektóre firmy przewozowe. Niejednokrotnie bez wysokiej łapówki nie mogą przekroczyć granicy z towarem, z którym wcześniej nie było tak dużego problemu. Co roku przewoźnicy mają nóż na gardle gdyż podpisane umowy i zawarte w nich kary za niewykonanie zlecenia wymuszają szukania rozwiązań "za wszelką cenę".
– Chodzi o to, że Rosjanie nie chcą honorować zezwoleń ogólnych, jeżeli producentem towaru jest firma spoza Polski, choćby nawet towar wyprodukowany był i załadowany w Polsce. Traktują to jako fracht z krajów trzecich, na co jest ogromny deficyt zezwoleń – tłumaczy Wrona.
- Dogadywaliśmy się z rosyjskimi i białoruskimi przewoźnikami. Przeładowywaliśmy im nasze ciężarówki, zmienialiśmy naczepy by to oni dowieźli fracht do celu wykorzystując swoje zezwolenia. Oni zarabiali na tym więcej niż „u siebie”, my mogliśmy realizować zlecenia - mówi Marek Sławiński, który prowadzi niewielką firmę spedycyjną.
- Dzięki temu , że do Rosji jeżdżę już parę lat wiem komu można zaufać i powierzyć transport – dodaje.
- W przypadku Rosjan i Białorusinów jest taniej o około 20 proc. niż gdyby całą trasę miał przejechać kierowca z Polski. To daje do myślenia - mówi Sławiński.
Rosjanie ze względu na zaostrzoną sytuację również nie mogli wjechać do Polski. Wybierali trasę przez...Litwę do portu w Kłajpedzie, a tam dalej drogą morską do Niemiec. Władze Litewskie już zaczęły się zastanawiać jak zaistniałą sytuację przekuć w długoterminową współpracę zarówno ze stroną Polską jak i z Rosjanami. Jednak ten proceder ze względu na interpretację przepisów międzynarodowych stosowaną przez Rosjan nie trwał długo.
Kto pojedzie do Rosji?
Mimo konfliktów przewoźnicy wciąż myślą o rosyjskim kierunku, bo ze względu na to, iż to potężny rynek zbytu można tam dużo zarobić. Rzadko jednak ostatecznie decydują się na tak ryzykowną działalność.
- Po rozmowach ze szwagrem i kolegami z branży mimo, że chciałem spróbować jeździć do Rosji zrezygnowałem. Tam łatwo o problemy - tłumaczy Rafał Witek, z firmy Transpol.
Podczas konfliktu polscy przewoźnicy znajdowali przy pomocy popularnej internetowej giełdy ładunkowej Trans.eu zagranicznych partnerów, którzy mogli im pomóc w transporcie do Rosji. Duże znaczenie odgrywała wtedy wiarygodność firm oferujących pomoc. Dzięki temu, że firma uruchomiła specjalny projekt, w ramach którego najbardziej wiarygodnym firmom transportowym z całej Europy przyznaje specjalny certyfikat Rzetelnego Przewoźnika, każdy kto korzystał z usług giełdy TRANS mógł bez obaw wybrać partnera nawet z najbardziej ryzykownego rynku rosyjskiego, gdzie często trzeba płacić z góry.
Tym, którym rzetelnych partnerów za wschodnią granicą się nie udało znaleźć pozostało liczenie strat.
- Ta przepychanka kosztowała mnie 3 tygodnie przerwy w wyjazdach do Rosji. To dla nas około 80 tys. dolarów mniej przychodu. - mówi Jacek Grzesiak przewoźnik, który od 8 lat jeździ do Rosji.
- Rosjanie już teraz próbują konkurować z Polakami , którzy dysponują największą flotą przewozową w Europie. Jeszcze kilka lat i to nasi koledzy ze wschodu zyskają ten tytuł. Wystarczy, że sami będą się pilnować przed nierzetelnymi uczestnikami rynku, bo są po prostu tańsi - przewiduje Sławiński. – To dlatego zmieniam branże, bo niedługo ten biznes przestanie się opłacać. Chcę się zająć turystyką – kończy przedsiębiorca.
Trochę statystyk:
Według szacunków ZMPD, do przewozów do Rosji wykorzystywanych jest około 8 - 10 procent polskiego taboru międzynarodowego, czyli do 10 tys. ciężarówek. Każdy transport to średnio 3,5 tysiąca euro przychodu dla przewoźnika. Jeżeli przyjmiemy, że rosyjską granicę Polscy przewoźnicy przekraczają 10 tys. razy, to łatwo więc policzyć, że na trzytygodniowej polsko-rosyjskiej batalii firmy przewozowe mogły stracić przewozy, z których przychód sięgałby w sumie około 26 milionów euro.
_____________
Grzegorz Haładus
- Udało nam się wspólnie osiągnąć kompromis ze stroną rosyjską w sprawie zezwoleń, co pozwoliło nie tylko na uruchomienie przewozów na kierunku rosyjskim, lecz także na zawarcie trzyletniego porozumienia dającego stabilizację polskiemu transportowi drogowemu do 2013 r. - cieszył się Jarmuziewicz. Rosjanie zgodzili się honorować wszystkie zezwolenia wydawane Polsce przez ITF - Międzynarodową Organizację Transportu. Wcześniej Rosjanie chcieli uznać tylko jedną trzecią z nich.
Rosja – Walczy o rynek.
Zaledwie kilkanaście dni przyszło nam czekać na kolejny zwrot w tzw. "wojnie na zezwolenia" . Ministerstwo Infrastruktury opublikowało 22 lutego oświadczenie, w którym m.in. czytamy:
"[...]Przedstawiciele Federacji Rosyjskiej zgłosili nieoczekiwanie całkowicie nowe, bardzo trudne do spełnienia żądania, stanowiące warunek wprowadzenia w życie postanowień z dnia 2 lutego 2011 r., kiedy to strona rosyjska wycofała swoje zastrzeżenia co do ilości zezwoleń ważnych terytorium FR.[...]Z uwagi na zakres żądań, zostały one przesłane do konsultacji wszystkim państwom członkowskim ITF[...]. Kolejną próbę rozstrzygnięcia konfliktu zaplanowano na przedostatni tydzień marca.”
- To dla nas przykra niespodzianka, szczególnie, że ministerstwo wcześniej ogłosiło inny efekt rozmów. Tymczasem okazuje się, że w praktyce w dalszym ciągu „na Rosję” ważnych jest tylko 67 zezwoleń bazowych CEMT, pomimo, że nasze ministerstwo ogłosiło, że Rosjanie powinni honorować ponad 180 – mówi Anna Wrona, rzecznik Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.
Z rozmów, które przeprowadziliśmy z kierowcami i przewoźnikami wiemy, że problem z wjazdem na teren Federacji Rosyjskiej wciąż mają niektóre firmy przewozowe. Niejednokrotnie bez wysokiej łapówki nie mogą przekroczyć granicy z towarem, z którym wcześniej nie było tak dużego problemu. Co roku przewoźnicy mają nóż na gardle gdyż podpisane umowy i zawarte w nich kary za niewykonanie zlecenia wymuszają szukania rozwiązań "za wszelką cenę".
– Chodzi o to, że Rosjanie nie chcą honorować zezwoleń ogólnych, jeżeli producentem towaru jest firma spoza Polski, choćby nawet towar wyprodukowany był i załadowany w Polsce. Traktują to jako fracht z krajów trzecich, na co jest ogromny deficyt zezwoleń – tłumaczy Wrona.
- Dogadywaliśmy się z rosyjskimi i białoruskimi przewoźnikami. Przeładowywaliśmy im nasze ciężarówki, zmienialiśmy naczepy by to oni dowieźli fracht do celu wykorzystując swoje zezwolenia. Oni zarabiali na tym więcej niż „u siebie”, my mogliśmy realizować zlecenia - mówi Marek Sławiński, który prowadzi niewielką firmę spedycyjną.
- Dzięki temu , że do Rosji jeżdżę już parę lat wiem komu można zaufać i powierzyć transport – dodaje.
- W przypadku Rosjan i Białorusinów jest taniej o około 20 proc. niż gdyby całą trasę miał przejechać kierowca z Polski. To daje do myślenia - mówi Sławiński.
Rosjanie ze względu na zaostrzoną sytuację również nie mogli wjechać do Polski. Wybierali trasę przez...Litwę do portu w Kłajpedzie, a tam dalej drogą morską do Niemiec. Władze Litewskie już zaczęły się zastanawiać jak zaistniałą sytuację przekuć w długoterminową współpracę zarówno ze stroną Polską jak i z Rosjanami. Jednak ten proceder ze względu na interpretację przepisów międzynarodowych stosowaną przez Rosjan nie trwał długo.
Kto pojedzie do Rosji?
Mimo konfliktów przewoźnicy wciąż myślą o rosyjskim kierunku, bo ze względu na to, iż to potężny rynek zbytu można tam dużo zarobić. Rzadko jednak ostatecznie decydują się na tak ryzykowną działalność.
- Po rozmowach ze szwagrem i kolegami z branży mimo, że chciałem spróbować jeździć do Rosji zrezygnowałem. Tam łatwo o problemy - tłumaczy Rafał Witek, z firmy Transpol.
Podczas konfliktu polscy przewoźnicy znajdowali przy pomocy popularnej internetowej giełdy ładunkowej Trans.eu zagranicznych partnerów, którzy mogli im pomóc w transporcie do Rosji. Duże znaczenie odgrywała wtedy wiarygodność firm oferujących pomoc. Dzięki temu, że firma uruchomiła specjalny projekt, w ramach którego najbardziej wiarygodnym firmom transportowym z całej Europy przyznaje specjalny certyfikat Rzetelnego Przewoźnika, każdy kto korzystał z usług giełdy TRANS mógł bez obaw wybrać partnera nawet z najbardziej ryzykownego rynku rosyjskiego, gdzie często trzeba płacić z góry.
Tym, którym rzetelnych partnerów za wschodnią granicą się nie udało znaleźć pozostało liczenie strat.
- Ta przepychanka kosztowała mnie 3 tygodnie przerwy w wyjazdach do Rosji. To dla nas około 80 tys. dolarów mniej przychodu. - mówi Jacek Grzesiak przewoźnik, który od 8 lat jeździ do Rosji.
- Rosjanie już teraz próbują konkurować z Polakami , którzy dysponują największą flotą przewozową w Europie. Jeszcze kilka lat i to nasi koledzy ze wschodu zyskają ten tytuł. Wystarczy, że sami będą się pilnować przed nierzetelnymi uczestnikami rynku, bo są po prostu tańsi - przewiduje Sławiński. – To dlatego zmieniam branże, bo niedługo ten biznes przestanie się opłacać. Chcę się zająć turystyką – kończy przedsiębiorca.
Trochę statystyk:
Według szacunków ZMPD, do przewozów do Rosji wykorzystywanych jest około 8 - 10 procent polskiego taboru międzynarodowego, czyli do 10 tys. ciężarówek. Każdy transport to średnio 3,5 tysiąca euro przychodu dla przewoźnika. Jeżeli przyjmiemy, że rosyjską granicę Polscy przewoźnicy przekraczają 10 tys. razy, to łatwo więc policzyć, że na trzytygodniowej polsko-rosyjskiej batalii firmy przewozowe mogły stracić przewozy, z których przychód sięgałby w sumie około 26 milionów euro.
_____________
Grzegorz Haładus










